poniedziałek, 28 września 2009



Ridiculous weather! Oj widać, że zima zbliża się tu wielkimi krokami...od tygodnia ciągle leje, wczoraj cały dzień padał grad, znad morza nadciąga sztorm a w górach spadł pierwszy śnieg. Ludziska wyciągają zimowe kurtki-w tygodniu temperatura ma spaść do 4 stopni i raczej nie będzie znacznie cieplej. W tej zniechęcającej do wszelkiej aktywności aurze wszyscy praktykują raczej domowe zajęcia i wyczekują chociaż minimalnej zmiany pogody!!!

niedziela, 20 września 2009


Ostatni weekend również pod znakiem natury-wynajęliśmy domek w górach, zapakowaliśmy 7 plecaków i wyruszyliśmy i wyruszyliśmy w piątek w strugach deszczu do przytulnej chaty nieopodal morza. Normalnie byłyby to sprzyjające warunki do spożywania dużej ilości alkoholu, ale stać nas było tylko na kilka piw. Przy kartach i szaradach czas jednak płynął równie przyjemnie. Sobota i niedzielny ranek na morzu-mieliśmy łódkę i oczywiście łowiliśmy ryby. Tłuściutkie dorsze...mmm-nieziemski obiad:) zdjęcia pojawią się trochę później.

wtorek, 15 września 2009



To już nieodwracalne-zostałam pasjonatem wędkowania!!! Wyprawy nad fiord z wędką zajmują obecnie nr 1 na liście moich ulubionych aktywności:) tylko co potem robić ze zdobyczą??? Zupa rybna była totalną improwizacją nad którą pracowały 4 osoby i na szczęście wyszło super! Czekam na pomysły i sugestie co zrobić ze świeżą rybą!!!

środa, 9 września 2009

niedziela, 6 września 2009



Dziś wieczorem z kolei wróciłam z fantastycznej 3-dniowej wyprawy w góry. Wyruszyliśmy w piątek w międzynarodowym składzie: USA, Francja, Włochy, Japonia i Polska. Mimo, że pogoda była przeciwko nam-ciągle padało, pokonaliśmy przepiękną trasę, aby późnym wieczorem dotrzeć do chaty, gdzie mogliśmy przenocować. Dla zmęczonych i głodnych podróżników było to jak spełnienie marzeń. Jeden z uczestników wyprawy nabawił się dość poważnej kontuzji stopy, co nieco popsuło nam humory, ale ogólny nastrój i tak był niezwykle pozytywny. Udało mi się rozsławić karcianego durnia-został uznany za ulubioną grę wyprawy:)
W sobotę w osłabionym kontuzjami składzie wyruszyliśmy na całodniową ekspedycję w głąb doliny, a w niedziele wszyscy razem udaliśmy się w drogę powrotną zupełnie inną, ale równie zachwycającą trasą. Wieczorem dotarliśmy cali, choć brudni, śmierdzący, zmarznięci i potwornie głodni...było super;)

Trochę zaniedbuję regularne pisanie, ale też czasu brakuje, żeby przysiąść i podzielić się nowinkami z Buudaa...w ciągu tygodnia trzeba chodzić na zajęcia:P na szczęście nie ma tego tak dużo i potem jest zawsze mnóstwo czasu na przyjemniejsze czynności. hitem ubiegłego tygodnia było sushi. Zostaliśmy zaproszeni przez naszą przemiłą koleżankę Tomomi na wspólne przyrządzanie i jedzenie sushi-rewelacja! potem poker na makarony, wino...następnego dnia na zajęcia i tak w kółko:)