poniedziałek, 31 sierpnia 2009






I przyszedł też dzień na wspinaczkę...nasza ekipa wytrawnych wspinaczy podjęła wyzwanie norweskiego tysięcznika Per Karlsta Tind. Niby nie tak wysoko, ale jednak było stromo i żadnego szlaku, więc szukaliśmy odpowiednich ścieżek i dziarsko pokonywaliśmy kolejne metry...było warto!!! wędrowaliśmy zarówno w pełnym słońcu, pod tęczą, jak i w deszczu i gradzie, a wiatr na szczycie prawie zrzucał nas w otchań lodowca.

sobota, 29 sierpnia 2009




Poradnik Przetrwania w Norwegii
Rozdział 1
Zbieraj grzyby i leśne owoce
Rozdział 2
Złów rybę

Natura hojnie obdarowuje nas, także były pierogi z jagodami, a grzyby się suszą, ryba niestety powędrowała znów do morza, ale jeszcze niejedna zdobycz przede mną...pojęłam czym jest pasja wędkarska i apetyt na dużą zdobycz rośnie:))))

środa, 26 sierpnia 2009



W ciągu ostatnich dni korzystamy z pięknej pogody-jest prawie 20 stopni!!! Ponieważ norweskie upały doskwierają zażywamy kąpieli w pobliskim jeziorze lub w Morzu Arktycznym...co prawda nie da się wytrzymać zbyt długo, ale i tak jest fantastycznie:)))

niedziela, 23 sierpnia 2009



Bodo Glimt vs Viking 2-0...Bodo górą!!!!

sobota, 22 sierpnia 2009




Saltstraumen to najsilniejszy prąd morski na świecie. Wywołuje go ogromne ciśnienie pływów, pokonujące różnicę wysokości 150m. W tej morskiej przepaści formują się gigantyczne wiry, zenawet duzym statkon trudno je pokonać, a nieopodal serwują wspaniałą zupę rybną;P

czwartek, 20 sierpnia 2009




Emo...Jola przepraszam;)
Get to know each other better party-miało miejsce wczoraj, byliśmy bardzo zdeterminowani, mimo, że wejściówka kosztowała 100 koron. Ponieważ jednak sprzedano ponad 600 biletów, mimo 30 min stania w kolejce nie udało sie nam;]
20.01-próbujemy kupic piwo-jest juz za późno, więc wracamy do akademika...w lodówce po 2 piwa dla kazdego, ale wystarcza nam do 1 w nocy. słuchamy szwajcarskiego hip hopu i niemieckiej odmiany disco polo, dowiadujemy się ze wszyscy znają ahmeda terrorystę oraz udajemy sie na spacer na scianke wspinaczkową.

środa, 19 sierpnia 2009


Mój akademik oraz przyległe włości

Buddy program w Bodo-czyli zaprzyjaźnij się z Norwegami. Pierwsza impreza w klubie studenckim...100 koron, burżuje stały w kolejce, a biedota wróciła do akademika

wtorek, 18 sierpnia 2009


Kuchnia norweska...a ceny 3-5 razy wyższe... i jak tu przeżyć???



Dotarłam do Bodo w piątek wieczorem. Wiedziałam już wtedy, że w zasadzie nazwę miasta wymawia się Buudaa! Mój akademik znajduje się 10min spacerem od głównego kampusu i po raz pierwszy mam pokój tylko dla siebie! Kuchnię i łazienkę dzielę z Karin ze Szwajcarii oraz Lucią z Włoch. Jest jeszcze jedna dziewczyna, której jednak żadna z nas do tej pory nie widziała, ale z czasem może się ujawni...




Bodo leży 200km na kołem podbiegunowym na północy Norwegii. Podróż tam zajęła mi 2 dni, z czego ponad 18 h w pociągu wzdłuż norweskiego wybrzeża-polecam! W okolicach 15 godziny ma się wrażenie, że podróż będzie trwała i trwała w nieskończoność i nie jest to wcale taka straszna perspektywa! Zanim jednak ulokowałam się w pociągu musiałam dotrzeć do Oslo! Na lotnisku przeżyłam kryzys związany z ciężarem moich bagaży oraz pierwszy szok cenowy-mała woda-9 zł;/ potem było jednak lepiej-spacer ulicami miasta (bagaże w przechowalni) zrekompensował mi wszelkie lotniskowe perypetie-kto był ze mną na Okęciu ten wie o co chodzi:)

Wyruszając na Północ


Nie jest łatwo zacząć pisać blog, więc na początek wrzucam zdjęcie-pierwsze w podróży do dalekiego Bodo...zdjęcie to obrazuje 50 kilogramów jakie taszczyłam po dworcach w Oslo-wszystki niezbędne do przeżycia 5 miesięcy za kołem podbiegunowym.