piątek, 4 grudnia 2009

Czas pożegnań




Spotkanie pożegnalne...ludzie powoli wyjeżdżają i robi się smutno, zarówno z powodu tych którzy już wyjechali, jak i z myśli, że niedługo samemu opuści się Bodo.

Grittibanz





Ja i moje współlokatorki pieczemy grittibanz...to szwajcarska tradycja związana z 6 grudnia, czyli dniem Św. Mikołaja...niestety ku rozczarowaniu Karin nasza wyobraźnia poszła trochę dalej niż typowe chlebowe ludziki-grittibanz...

niedziela, 22 listopada 2009




Miała być jazda figurowa, miał być hokej, tylko łyżew zabrakło-w przerwie między egzaminami

piątek, 13 listopada 2009




Ale pogoda nie sprzyja nauce...Kaizervarden



Semestr zbliża się ku końcowi...wczoraj miałam ostatni wykład. Podsumowując moje osiągnięcia naukowe w Bodo, rzeczywiście poznałam lepiej norweskie społeczeństwo, życie i zwyczaje. Szczególnie interesujące były zajęcia z zasobów Arktyki-rejonu zupełnie dla mnie egzotycznego. Wydawać by się mogło, że lodowa kraina gdzieś na końcu świata jest całkowicie nieinteresująca, tymczasem ropa i gaz, a także dorsz sprawiają, że oczy co raz szerszej widowni sceny geopolitycznej zwracają się ku Arktyce...podsumowując moje wrażenia Północ jest niesamowita! A w poniedziałek zaczynam sesję...przy sprzyjających wiatrach powinnam ją zakończyć z końcem miesiąca, trzymajcie kciuki!

czwartek, 5 listopada 2009


Na razie rekord nie do pobicia...
Saami są mniejszością etniczną zamieszkującą tereny Norwegii, Szwecji, Finlandii i Rosji. Połowa z 80-tysięcznej populacji żyje właśnie w Norwegii. Saami prowadzą tradycyjny styl życia, praktykują szamanizm i zajmują się głównie hodowlą reniferów oraz połowem ryb. Po wielu latach intensywnej norwegianizacji, zostali w końcu uznani za mniejszość, a ich prawa uwzględnione w konstytucji. Dziś Saami starają się utrzymać swoją odrębność i walczą o szersze prawa do terytorium i zasobów. Mari Boine śpiewa joik. Jest to tradycyjny sposób śpiewu Lapończyków. Jak sami określają jest to nie "śpiewanie o ludziach, ale śpiewanie ludzi".

wtorek, 27 października 2009




tak się bawiliśmy...

piątek, 23 października 2009

Ach...a w ostatnią noc pierwsza zorza polarna...pieknie!!!!






Ciężko jest opisać Sztokholm...jest hmm...zachwycający i niesamowity. Stare miasto rozciągające się nad wodą, piękne budowle, niepowtarzalny klimat. Ulokowaliśmy się w przytulnym hostelu w samym centrum miasta-doskonała baza wypadowa. Całymi dniami włóczyliśmy się po mieście, odkrywając co raz to nowe ciekawe miejsca, a wieczorami smakowaliśmy nocnego życia Sztokholmu...hitem był Absolut Ice Bar;)))



Tym razem ekipa z Bodo podbijała Sztokholm...nie było łatwo tam dotrzeć, ale co tam dla zaprawionych w bojach podróżników! Pobudka o 5 rano, 7 h w autobusie na Narviku, a następnie 20 h w pociągu do stolicy Szwecji. Zdobyte doświadczenie-jak wyspać się w niewygodnym fotelu w 30 najdziwniejszych pozycjach.

poniedziałek, 5 października 2009


No i nadejszła...

poniedziałek, 28 września 2009



Ridiculous weather! Oj widać, że zima zbliża się tu wielkimi krokami...od tygodnia ciągle leje, wczoraj cały dzień padał grad, znad morza nadciąga sztorm a w górach spadł pierwszy śnieg. Ludziska wyciągają zimowe kurtki-w tygodniu temperatura ma spaść do 4 stopni i raczej nie będzie znacznie cieplej. W tej zniechęcającej do wszelkiej aktywności aurze wszyscy praktykują raczej domowe zajęcia i wyczekują chociaż minimalnej zmiany pogody!!!

niedziela, 20 września 2009


Ostatni weekend również pod znakiem natury-wynajęliśmy domek w górach, zapakowaliśmy 7 plecaków i wyruszyliśmy i wyruszyliśmy w piątek w strugach deszczu do przytulnej chaty nieopodal morza. Normalnie byłyby to sprzyjające warunki do spożywania dużej ilości alkoholu, ale stać nas było tylko na kilka piw. Przy kartach i szaradach czas jednak płynął równie przyjemnie. Sobota i niedzielny ranek na morzu-mieliśmy łódkę i oczywiście łowiliśmy ryby. Tłuściutkie dorsze...mmm-nieziemski obiad:) zdjęcia pojawią się trochę później.

wtorek, 15 września 2009



To już nieodwracalne-zostałam pasjonatem wędkowania!!! Wyprawy nad fiord z wędką zajmują obecnie nr 1 na liście moich ulubionych aktywności:) tylko co potem robić ze zdobyczą??? Zupa rybna była totalną improwizacją nad którą pracowały 4 osoby i na szczęście wyszło super! Czekam na pomysły i sugestie co zrobić ze świeżą rybą!!!

środa, 9 września 2009

niedziela, 6 września 2009



Dziś wieczorem z kolei wróciłam z fantastycznej 3-dniowej wyprawy w góry. Wyruszyliśmy w piątek w międzynarodowym składzie: USA, Francja, Włochy, Japonia i Polska. Mimo, że pogoda była przeciwko nam-ciągle padało, pokonaliśmy przepiękną trasę, aby późnym wieczorem dotrzeć do chaty, gdzie mogliśmy przenocować. Dla zmęczonych i głodnych podróżników było to jak spełnienie marzeń. Jeden z uczestników wyprawy nabawił się dość poważnej kontuzji stopy, co nieco popsuło nam humory, ale ogólny nastrój i tak był niezwykle pozytywny. Udało mi się rozsławić karcianego durnia-został uznany za ulubioną grę wyprawy:)
W sobotę w osłabionym kontuzjami składzie wyruszyliśmy na całodniową ekspedycję w głąb doliny, a w niedziele wszyscy razem udaliśmy się w drogę powrotną zupełnie inną, ale równie zachwycającą trasą. Wieczorem dotarliśmy cali, choć brudni, śmierdzący, zmarznięci i potwornie głodni...było super;)

Trochę zaniedbuję regularne pisanie, ale też czasu brakuje, żeby przysiąść i podzielić się nowinkami z Buudaa...w ciągu tygodnia trzeba chodzić na zajęcia:P na szczęście nie ma tego tak dużo i potem jest zawsze mnóstwo czasu na przyjemniejsze czynności. hitem ubiegłego tygodnia było sushi. Zostaliśmy zaproszeni przez naszą przemiłą koleżankę Tomomi na wspólne przyrządzanie i jedzenie sushi-rewelacja! potem poker na makarony, wino...następnego dnia na zajęcia i tak w kółko:)

poniedziałek, 31 sierpnia 2009






I przyszedł też dzień na wspinaczkę...nasza ekipa wytrawnych wspinaczy podjęła wyzwanie norweskiego tysięcznika Per Karlsta Tind. Niby nie tak wysoko, ale jednak było stromo i żadnego szlaku, więc szukaliśmy odpowiednich ścieżek i dziarsko pokonywaliśmy kolejne metry...było warto!!! wędrowaliśmy zarówno w pełnym słońcu, pod tęczą, jak i w deszczu i gradzie, a wiatr na szczycie prawie zrzucał nas w otchań lodowca.